Przepraszam że znów nie dodaje rozdziałów ale mam straszny okres w szkole. Ciągle jakaś kartkówka albo sprawdzian :( nie mam nawet chwili żeby usiąść i coś napisać. Jeszcze raz przepraszam tych co jeszcze czytają moje tragiczne opowiadanie i obiecuję że jakoś w tym tygodniu znajdę czas i wstawię następny rozdział.
Pozdrawiam ~Roza:*
Ps. Możecie mnie też znaleźć na Wattpadzie pod nazwą Jozzie_ gdzie też wstawiam te opowiadanie :)
VampireAcademyFF
sobota, 7 marca 2015
środa, 28 stycznia 2015
Rozdział 9
Szybko wkroczyliśmy do walki i strzygi musiały bronić się na dwa fronty. Zakołkowałam pierwszą z brzega i pognałam ku Lissie. Widziałam że strażnicy powoli tracą siły, ale nasze przybycie dało im nadzieję że wygramy. Wszyscy otoczyliśmy królową.
- Liss wszystko ok ? - zapytałam nie odwracając wzroku od strzygi z którą walczyłam.
- Jest ok - powiedziała i razem z siostrą i chłopakiem wcisnęła się bardziej w kąt. Strzygi zaczynały mieć przewagę. W końcu któraś z bestii złapała Christiana za nogę i wyciągnęła z bezpiecznego miejsca. Razem z Dymitrem rzuciliśmy się aby go uratować ale było już za późno. Kiedy sztylet Dimki spotkał się z ciałem strzygi ona wypijała resztki krwi Christiana. Słyszałam szloch Lissy która chciała pobiec do chłopaka, Jill złapała ją i przytuliła żeby nie wyszła do niego. Strażników było coraz mniej. Wkurzyłam się a nikt jeszcze nie wygrał z wkurzoną Hathaway. Zaatakowałam nieumarłe bestie z jeszcze większym zapałem niż wcześniej. Pozostali strażnicy widząc moją zmianę wzięli się za siebie i już po chwili została tylko jedna strzyga.
- Stój nie zabijaj jej ! - krzyknęłam kiedy Michaił chciał wbić w jej serce sztylet.
- Co ? - zapytał zaskoczony
- Przytrzymajcie ją - rozkazałam. Dymitr już wiedział o co chodzi więc szybko złapał strzygę za rękę i walnął mocno w głowę. Straciła na chwilę ostrość widzenia. Strażnicy szybko złapali ją za inne kończyny. Kiedy był już przytrzymywany usiadłam mu na brzuchu. Strzyga zaczęła się wyrywać.
- Jak się nazywasz ? - zapytałam z groźną miną.
- Nic Ci nie powiem - splunął. Wbiłam mu sztylet pod żebra po prawej stronie tak aby go przypadkiem nie zabić. Zawył głośno.
- Jeszcze raz jak się nazywasz ? - popatrzył na mnie z mordem w oczach. Przekręciłam sztylet w jego boku.
- Thomas! - wrzasnął
- Kto tu dowodził ? - nic nie odpowiedział tylko się rzucał. Przejechałam bronią po jego policzku. Nic nie mówił na temat tego o co go pytałam tylko warczał przekleństwa w moją stronę. Przejechałam sztyletem po całej jego klatki piersiowej
- Tasza Ozera ! - Zawył.
- Macie jakieś pytania do naszego gościa ? - zapytałam. Nikt się nie odzywał więc wbiłam sztylet w jego serce. Od razu przestał się rzucać. Kiedy zaczęliśmy zbierać nasze oddział w korytarzu stanęła Tasza. Wyszłam jej na przeciw.
- Czemu to zrobiłaś ? - zapytałam
- I tak bym umarła więc co za różnica ? - rzuciła się na mnie. Stałam w miejscu co trochę ją zaskoczyło ale nie mogła już wyhamować. W ostatnim momencie wystawiłam rękę z sztyletem i ona nadziała się na niego. Upadła na ziemię jak tylko wyszarpnęłam broń z jej piersi.
- Sprawdźcie czy nie ma jeszcze zagrożenia - rozkazałam do trójki która stała na uboczu.
- Dobrze - odpowiedzieli i poszli. Odwróciłam się do Lissy. Siedziała zapłakana nad ciałem Christiana.
- Liss już nic nie zrobisz - powiedziałam delikatnie i chciałam ją podnieść ale się wyrwała i położyła ręce na jego klatce piersiowej. Poczułam przez więź falę miłości, szczęścia i radości. Same pozytywne emocje. Lissa chciała przywrócić go do życia.
Po kilku chwilach królowa się zachwiała a Chris wziął głęboki oddech. Złapałam złapałam Lissę i delikatnie położyłam na ziemi. Nagle poczułam coś dziwne, co powaliło mnie z nóg. Chłopak otworzył oczy.
- Co się stało ? - zapytał słabym głosem
- Jesteś naznaczony pocałunkiem cienia - powiedziałam bo Lissa nie była w stanie nic powiedzieć tylko przytulała się do niego.
" Co ? " - usłyszałam w swojej głowie.
"Co to było ? " - pomyślałam. Christian spojrzał na mnie.
- Mówiłaś coś ? - zapytał zaskoczony. Lissa spojrzała na nas zdezorientowana.
- Nic nie mówiłam - powiedział i skupiłam się na chwilę.
- Co tu się dzieję - Lissa już straciła opanowanie.
- Liss poczekaj chwilę - powiedziałam bo wpadłam na pewien pomysł. - Christian pomyśl coś do mnie - powiedziałam pokrętnie.
- Po co ? - zapytał zszokowany.
- Po prostu to zrób - nalegałam
" Po co ci to wiedzieć ? " - zapytał w myślach
" Chyba wiem co się dzieje gdy dwie osoby są naznaczone pocałunkiem cienia z tą samą osobą " - powiedziałam w taki sam sposób jak on. Podskoczył przestraszony.
- Co to było ? - zapytał zdenerwowany.
- Co tu się dzieje ?! - domagała się odpowiedzi Lissa.
- Spokojnie już tłumaczę. Ja tak jak i Christian jesteśmy połączeni z Tobą więzią. Nikt inny jeszcze z użytkowników ducha tego nie dokonał i nie było takiego przypadku. Mogę się z Christianem komunikować mentalnie - widziałam zaskoczenie na ich twarzach. - mogę przeczytać jego myśli a on moje ale tylko te które kierujemy do siebie - zakończyłam a wszyscy patrzyli na nas z niedowierzaniem.
Do korytarza weszła trójka którą wysłałam aby sprawdzili teren czy jest już bezpiecznie.
- teren czysty kazali przekazać aby królowa wróciła do swojego pokoju i wzięła ze sobą dwóch strażników a reszta żeby otoczyła budynek. - powiedział jeden z nich
- Wezmę ze sobą strażniczkę Hathaway oraz strażnika Bielikowa - powiedziała i razem Christianem w naszej asyście skierowali się do pokoju a kilku strażników ustało na zewnątrz. Odprężyliśmy się.
- Co teraz będzie ? - zapytał Chris.
- Będziemy żyć dalej - powiedziałam zgodnie z prawdą
- Ale jak ty to sobie wyobrażasz, przecież ja mogę czytać ci w myślach - powiedział zdenerwowany chłopak.
- Nie czytasz mi w myślach tylko odczytujesz te myśli które do ciebie kieruję.
" To to samo " - warknął w myślach
" Widzisz już umiesz się tym posługiwać i wiesz jak to działa " - powiedziałam w ten sam sposób co on.
- Rose nie przeginaj - warknął tym razem głośno
- Uspokójcie się - wcięła się Lissa - już jest po fakcie dokonanym a teraz trzeba nauczyć się tylko jak sobie z tym radzić - powiedział i przyglądał się nam uważnie. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę ! - krzyknęła Lissa
- Wasza wysokość zabezpieczenia zostały ponownie nałożone i teren jest bezpieczny - powiedział Hans
- Są jacyś ranni ? - zapytała
- Dwóch strażników nie żyję reszta ma powierzchowne rany. Srzygi nie były bardzo doświadczone w walce. Moroje dzięki wczesnemu ostrzeżeniu nie wychodzili z pokoi a bestie parły na główny budynek po panią - pożegnał się z nami i wyszedł.
- Rose ja muszę iść na zebranie rady ty masz jeszcze wolne więc nie musisz iść. Pogadaj z Christianem - powiedziała i skierowała się ze swoimi strażnikami w dół holu.
- Chris nie wystrasz się jak opuścisz teren chroniony przez zabezpieczenia i zobaczysz duchy. Musisz nauczyć się stawiać bariery dla nich - tłumaczyłam mu - nie zdziw się jak zaczniesz widzieć oczami Lissy. Na początku będzie to dla ciebie dziwne ale się przyzwyczaisz
" I co jeszcze ? " - zapytał w myślach. Był wyraźnie zaciekawiony.
" Będziesz odczuwał jej emocje " - pomyślałam i uśmiechnęłam się.
- Chyba wszystko ogarnę - powiedział a my zostawiliśmy go samego i poszliśmy do pokoju.
- Abe ! - krzyknęłam nagle stając i przypominając że zostawiliśmy mojego ojca pod bramą.
~*~*~*~*~*~*~
Wiem że rozdział jest taki sobie ale następne postaram się napisać lepiej :)
Rozdział 8
Dymitr zaczął próbować dodzwonić się na dwór królewski. Usiadłam na kanapie aby mu nie plątać się pod nogami. Po paru minutach odłożył słuchawkę.
- I co ? - jego mina nie wróżyła nic dobrego
- Hans powiedział że to tylko przypuszczenia alchemika i że dwór jest dobrze strzeżony - powiedział i zrezygnowany usiadł koło mnie.
- Czyli nic z tym nie zrobią ? - zapytała Sydney
- Nie - odpowiedział
- Dimka oni muszą sprawdzić te informacje - powoli wpadałam w panikę - Co z Lissą ? - czułam że jestem już na granicy wybuchu. Lissa jest użytkowniczką ducha a ja przejmuję od niej złe emocje przez więź - Trzeba coś zrobić - zerwałam się z miejsca. Dymitr wiedząc co się dzieje szybko złapał mnie za ramiona i powstrzymał przed pójściem na dwór. Wyrwałam się z jego objęć i walnęłam w nogę, co go trochę spowolniło. Podbiegłam do drzwi ale chłopak już przy mnie był i złapał w stalowy uścisk.
- Rose musisz się uspokoić - do ojej podświadomości doszedł jego głos.
- Nie ! Musimy tam jechać ! - krzyknęłam. Dymitr próbował mnie znokautować ale ja się nie dałam. W końcu wywiązała się między nami walka
- Rose uspokój się to nie jesteś ty ! - krzyknął a ja momentalnie przestałam, tak jakby ktoś włączył przycisk "stop". Dymitr swoim ciężarem przygwoździł mnie do podłogi. Znieruchomiałam " To nie jesteś ty " te słowa cały czas chodziły mi po głowie. Chłopak widząc zmianę zszedł ze mnie i mnie przytulił
- Co będzie dalej ? - zapytałam a po moich policzkach popłynęły łzy - w końcu oszaleje tak jak Anna i popełnię samobójstwo - powiedziałam i chciałam dalej mówić ale Dymitr mi przerwał
- Roza nic Ci się nie stanie - powiedział z mocą
- Nie masz takiej pewności - mruknęłam w Jego pierś. Nic więcej nie powiedział tylko mnie do siebie tulił.
Czułam że wszyscy się na mnie patrzą. Dimka podniósł moją twarz dłonią i spojrzał głęboko w oczy oraz otarł z policzków łzy.
- Kocham Cię Roza i nie pozwolę abyś sobie coś zrobiła - pocałował mnie. Wstaliśmy i usiedliśmy na kanapie.
Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie więc schowałam twarz w ramie ukochanego.
- Rose co tu się działo ? - zapytał przerażony Abe. Nie udało mi się nic powiedzieć więc Dimka zrobił to za mnie.
- Lissa jest użytkowniczką ducha i popada w skrajne emocje często w depresje. Rose poprzez swą więź z nią odbiera od niej te negatywne emocje i pochłania w siebie co skutkuje że Rose robi się agresywna. - wytłumaczył wszystkim.
- Rose wszystko okej ? -zapytała Wiktoria siadając obok mnie po drugiej stronie
- Tak - powiedziałam i poczułam że Liss wciąga mnie do swojej głowy.
- Hans powiedz mi czy to co Dymitr ci przekazał jest prawdą ? - królowa mimo spokojnego tonu denerwowała się strasznie.
- Wasza wysokość ostatnimi czasy zauważyliśmy ten spadek aktywności strzyg w tym rejonie ale to nie oznacza od razu napaści - Hans zawsze był spokojny ale widać że był spięty
- Ale masz takie przypuszczenia ? - zapytała celnie zgadując dlaczego był zdenerwowany.
- Tak wasza wysokość - odpowiedział - wysłałem już oddział aby to sprawdzili ale nie ma z nimi kontaktu i jeszcze nie wrócili.
- Proszę wzmocnić ochronę i być czujnym. Także niech wzmocnią bariery ochronne. Wiem że to co powiem będzie nieco trudne ale proszę o postawienie trzech lub nawet czterech barier. Jeżeli przedostaną się przez pierwsze trzy to czwarta je zatrzyma a posiłki zdążą przybyć - powiedziała Lissa a Hans od razu zabrał się za dzwonienie - Ja ściągam tu Rose i Dymitra są potrzebni - powiedziała i wyszła .
Oderwałam się od niej i spojrzałam w oczy ukochanego który mi się uważnie przyglądał.
- Rose ... - zaczął ale nie dałam mu dokończyć.
- Lissa nas potrzebuje dwór jednak przyjął naszą wiadomość. Liss zaraz zadzwoni - powiedziałam i w tym samym momencie zadzwonił mój telefon. Szybko wyciągnęłam go z kieszeni i odebrałam
- Cześć Rose - przywitała się
- Hej
- Mamy tu pewne kłopoty czy moglibyście skrócić swój urlop - zapytała delikatnie
- Liss ja w tej chwili już wracam - spojrzałam na Dymitra z niemym pytaniem w oczach a on pokiwał głową - za niedługo będziemy - powiedziałam i chciałam się już rozłączyć ale przeszkodził mi jej głos
- Rose przepraszam że przeze mnie musicie już wracać - powiedziała ze skruchą.
- Nie przejmuj się - powiedziałam
- Pa Rose - pożegnała się
- Do zobaczenia - rozłączyłam się. W pokoju panowała cisza.
- Czy ktoś może mi wyjaśnić co tu się dzieje ? - zapytał Abe. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam tłumaczyć.
- Grupa strzyg planuje atak na dwór królewski Hans już to podejrzewał ale nic z tym nie zrobił. Dopiero po telefonie Dymitra jak sama Lisa się udzieliła zaczęli działać i ściągają wszystkich strażników do ochrony - zakończyłam
- Odwiedzicie nas jeszcze ? - zapytała Olena
- Jak tylko będziemy mieli czas - powiedział Dymitr i objął swoją matkę.
- Abe a ty co właściwie tu robisz ? - zapytałam zaciekawiona
- Miałem się z wami pożegnać i powiedzieć że wracam na dwór - powiedział
- Możemy się z Tobą zabrać tato ? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Jasne Rose tylko czemu nazywasz mnie "tatem" jak coś chcesz ? - zapytał ze śmiechem.
- Dzięki tato - powiedziałam puszczając mimo uszu to co powiedział.
- Tylko musicie się pośpieszyć bo za niedługo ruszam
- Ok to ja idę się spakować zaraz wracam - powiedziałam kierując się w stronę schodów.
- Rose poczekaj - zatrzymał mnie Dymitr. Podszedł do mnie i razem poszliśmy do pokoju.
- Dymitr przepraszam że przeze mnie musimy wcześniej wracać jak nie chcesz to nie musisz ja sama wrócę - paplałam ale Dimka przerwał mnie pocałunkiem.
- Rose to nie przez Ciebie wracamy i tak czy siak jadę z Tobą - powiedział i krótko mnie przytulił. Zaczęliśmy się pakować. Po kilkunastu minutach byliśmy gotowi i schodziliśmy się pożegnać.
- Dbajcie tam o siebie - powiedziała Olena przytulając nas do siebie - a ty - wytknęła mojego chłopaka palcem - dbaj o nią - powiedziała i coś szepnęła mu na ucho
- Dobrze - obiecał.
Pożegnaliśmy się z domownikami i wsiedliśmy do auta. Sydney także się pożegnała i pojechała
- Staruszku ile będziemy jechać ? - zapytałam ale chyba mnie nie usłyszał a już się nie dopytywałam.
Droga minęła spokojnie. Kiedy byliśmy już w połowie drogi z lotniska na dwór poczułam strach Lissy. Weszłam w jej głowę i zobaczyłam co się dzieje. Strzygi napadły na dwór.
- Abe! Szybko! - krzyknęłam a on nie pytając o nic przyśpieszył na maksymalną prędkość, łamiąc wszystkie przepisy drogowe.
- Rose co się dzieje ? - zapytał Dymitr
- Strzygi zaatakowały.
Po krótkim czasie dojechaliśmy i kazaliśmy Abowi zostać razem z jego strażnikami a my pobiegliśmy pędem w stronę gdzie strzygi przyparły do muru strażników oraz Lissę z Christianem i Jill.
~*~*~*~*~
Powracam :D proszę o komentarze które bardzo mnie motywują :) pozdrawiam ~Roza :*
info 2
hej :)
Mimo że napisałam wcześniej że przenoszę bloga, jednak wracam tu i jeszcze dziś powinny się pojawić dwa albo trzy rozdziały ;) pozdrawiam ~Roza :*
Mimo że napisałam wcześniej że przenoszę bloga, jednak wracam tu i jeszcze dziś powinny się pojawić dwa albo trzy rozdziały ;) pozdrawiam ~Roza :*
piątek, 25 lipca 2014
środa, 18 czerwca 2014
Rozdział 7
Ten rozdział dedykuje Gabrieli Parker która skomentowała poprzedni rozdział :)
Wiem że wyszedł krótko ale postaram się poprawić i pisać dłuższe ~Roza
~*~*~*~*~*~
Kiedy zjedliśmy, wyruszyliśmy w drogę do szkoły. Rodzina Bielikov funkcjonuje w ludzkim trybie dnia, było więc to uciążliwe.
Kiedy dojechaliśmy, skierowali na na salę gimnastyczną która była ozdobiona. Wszyscy uczniowie już tam byli. Wiktoria poszła ustać przy swojej grupie a nas skierowali do innych strażników. Ustaliśmy koło strażnika Lorenza.
- Witam wszystkich - zaczął dyrektor - wczoraj wydarzyła się tragedia. Strzygi napadły na naszą szkołę straciliśmy kilkoro naszych strażników ale na szczęście nikt z uczniów nie zginał. Bardzo chciałbym podziękować za pomoc strażniczce Hathaway oraz strażnikowi Bielikowowi - po oficjalnym przemówieniu przyszedł czas na rozdanie zvezdy za bitwę.
Kiedy wszystko się skończyło zabraliśmy Wiktorię i wróciliśmy do domu.kiedy przekroczyliśmy próg domu Olena oznajmiła nam że będzie zorganizowane ognisko. Dymitr został wysłany po drewno a ja ustawiałam stoły z pomocą Wiki.
- Wiesz po co Olena organizuje to ognisko? - zapytałam
- Dużo ludzi w mieście widziało Dymitra i nie wierzą że on jest znów dhampirem - kiedy skończyłam wyszłam na dwór aby zobaczyć co robi mój chłopak. kiedy do niego podeszłam opowiadał pierwszym gościom jak to się stało że żyje. Wszyscy przybyli to moroje albo dhampiry chociaż tych drugich było zdecydowanie więcej. Wyłapałam w tłumie głowę Aba więc skierowałam się do niego
- Cześć staruszku - przywitałam się
- Witaj Rose
- Kiedy planujesz powrót ? - zapytałam
- Jeszcze tego nie wiem - odpowiedział i wrócił do przerwanej rozmowy z jakąś starszą morojką. Odeszłam nie chcąc przeszkadzać.
- Rose błagam chodź mi pomóż - przede mną pojawiła się nagle Wiktoria
- Bożę Wiki nie strasz mnie tak, co jest ? - zapytałam
- Mama wysłała mnie po zakupy ale ja sama nie dam rady tego przynieść a wszyscy są zajęci i nie mogą mi pomóc - jęknęła
- Dobra możemy iść - zgodziłam się
- Dzięki - uśmiechnęła się z wdzięcznością
- Nie ma sprawy i tak nie miałam co ze sobą zrobić - ruszyłyśmy w stronę sklepu.
- Rose powiedz mi jak to jest w Twojej akademii
- Fajnie nauczyciele wymagający a szkoła jest podobna do Twojej. A coś się stało że pytasz ? - zapytała
- Nie, nic się nie stało - powiedział ale jednak było coś na rzeczy. Doszłyśmy do sklepu.
- No to co mamy kupić? - zapytałam
- Mamy całą listę - powiedział wyciągając kartkę a5 całą zapisaną.
- Okej sporo tego więc może już się za to zabierzemy - powiedziałam. Po piętnastu minutach wychodziłyśmy ze sklepu całe obładowane siatkami.
Kiedy byłyśmy już koło domu zaatakowała nas strzyga. Szybko upuściłam siatki i złapałam mój sztylet schowany za paskiem od spodni. Strzyga nie była doświadczona. Szybko udało mi się z nią uporać. Weszłyśmy na podwórko gdzie wszyscy byli
- Dymitr! - zawołałam mojego chłopaka. Odwrócił się do mnie i musiał zobaczyć coś w mojej twarzy bo od razu do mnie podbiegł.
- Co się stało ? - zapytał
- Zaatakowała nas strzyga
- Dobra trzeba to powiedzieć wszystkim - powiedział do mnie a potem przeszedł na rosyjski i przekazał wszystkim to co się stało.
Po półgodzinie wszyscy rozeszli się do domów. Posprzątaliśmy i zmęczeni położyliśmy się do łóżek. Nie mogliśmy jednak odpocząć ponieważ ktoś zaczął się dobijać do drzwi. Zerwaliśmy się i pobiegliśmy na dół. W drzwiach stała Sydney co nas bardzo zaskoczyło.
- Dwór królewski jest zagrożony strzygi planują atak - te słowa były pierwszymi jakie powiedział.
~*~*~*~*~*~
Wiem że rozdział się do niczego nie nadaje :( PROSZĘ JEŚLI TO CZYTASZ TO SKOMENTUJ wasze komentarze nie tylko motywują, jeśli uważacie że coś jest źle napiszcie to będę to poprawiać.
Pozdrawiam ~Roza
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Rozdział 6
Kolejny rozdział :D Życzę miłego czytania :) ~Roza
~*~*~*~*~
Zaczęliśmy truchtem, przyśpieszając. Biegaliśmy po obrzeżach miasta. Kiedy już byliśmy mocno zmęczeni postanowiliśmy poduczyć trochę Wiktorię w walce. Wszystkie moje i Dymitra rady starała się wykorzystywać i przyjmowała na poważnie.
- Musisz starać się żeby przeciwnik nie sprowadził Cię do parteru - powiedział. Kiedy ona się zmęczyła ja z moim chłopakiem zrobiliśmy sobie mały sparing. Zaczęliśmy się okrążać. Zamarkowałam cios prawym sierpowym a prawdziwy cios wyprowadziłam nogą. Lecz Dymitr za dobrze mnie zna i przewidział co planuję. Obroniło go to przed potężnym ciosem w udo. Odwzajemnił cios który sprawił że poleciałam na ziemie, lecz nie pozwoliłam aby przyszpilił mnie do niej i szybko zerwałam się na równe nogi. Wymieniliśmy między sobą serię ciosów. Były one coraz szybsze i częściej zadawane. W pewnym momencie nawet staliśmy prawie że w miejscu i uderzaliśmy w siebie. Ciosy były tak szybkie jak myśli. Gdybyśmy się tak dobrze nie znali już dawno jedno z nas leżało by na ziemi. W pewnym momencie Dymitr złapał mnie od tyłu i unieruchomił. odwróciłam głowę w bok aby zobaczyć jego twarz. Uśmiechał się łobuzersko
- Wygrałem - powiedział i pocałował mnie, kiedy zatraciliśmy się w pocałunku przerwało nam chrząknięcie. Speszeni odskoczyliśmy od siebie. Za naszymi plecami stały wszystkie kobiety z rodziny Bielikov.
- Niezły pokaz daliście - powiedziała Wiktoria tylko nie wiedziałam do której części naszego występu nawiązując. Do walki czy do pocałunku, leczy kiedy poruszyła sugestywnie brwiami już to wiedziałam i się zarumieniłam.
- My idziemy do sklepu a wy - powiedziała Olena wskazując na mnie, Dimkę i Wiktorię macie iść coś zjeść i do łóżek - posłała nam groźne spojrzenie - kiedy wrócę nie chcę was widzieć chodzących po domu tylko w łóżkach - kiedy skończyła mówić skierowaliśmy się do domu. Weszliśmy do kuchni i usiedliśmy na krzesłach
- Co jemy ? - zapytała młoda otwierając lodówkę
- Może jajecznice ? - zaproponowałam zaglądając jej przez ramię. Dimka ustał za mną i tak we trójkę wpatrywaliśmy się w lodówkę.
- Kanapki ? - zaproponował Dymitr
- Mi to obojętne - powiedziałam i usiadłam z powrotem na krześle.
- To zróbmy jajecznice - stwierdziła młoda i zabrała się do roboty
- Pomóc Ci młoda ? - zapytałam
- Nie jestem młoda i nie trzeba mi pomóc umiem zrobi jajecznice
- Ty jej nie dopuszczaj do kuchni bo wszystko spali - Dymitr ostrzegł siostrę a mnie chyba szlak trafił
- Nie wszystko spalam - powiedziałam wkurzona bo kanapek nie da się spalić i to mi dobrze wychodzi
- Tak Roza tylko kanapek nie spalasz - powiedział ale widząc mój zabójczy wzrok już więcej się ze mnie nie nabijał. Podszedł do mojego krzesła, jednym zwinnym ruchem podniósł mnie i posadził na swoich kolanach siadając na moim miejscu. - Nie denerwuj się - powiedział i pocałował mnie. Na początku nie oddałam pocałunku bo byłam nadal na niego wkurzona ale po chwili zmiękłam i oddałam pocałunek.
- Czy wy sobie zdajecie sprawę że w tym pomieszczeniu jest osoba nieletnia i ona nie chce wymiotować bo jesteście aż tak słodcy że robi się mdło ? - Wiktoria mówiąc wytykała nas nożem którym rozbijała jajka. Podnieśliśmy ręce do góry w geście poddania i śmialiśmy z jej miny. Zeszłam z kolan chłopaka ale on złapał mnie za rękę i znów na nich posadził. Wtulił się w moje plecy.
- Dimka jak będę jadła ? - zapytałam z wysoko uniesionymi brwiami
- Normalnie - odpowiedział kiedy Wiki postawiła przed nami na stole 3 talerze z parującymi jajkami.
- Dymitr puść mnie - powiedziałam a on niechętnie ale to zrobił. Usiadłam na jednym z wolnych krzeseł i zabrałam się do jedzenie. Zjedliśmy w ciszy.
- Wiecie o której mamy stawić się w szkole ? - zapytałam kiedy kierowaliśmy się na górę. Odkąd przyjechaliśmy do Rosji straciłam poczucie czasu.
- o dwunastej czyli mamy jakieś jedenaście godzin snu - powiedział Dimka i poszliśmy do pokoju. Kiedy tylko położyłam się do łóżka i przytuliłam do mojego chłopaka zasnęłam głębokim snem. Obudził mnie jakiś hałas. Szybko zerwałam się na równe nogi. Dymitr zrobił to samo. W drzwiach od pokoju stały wszystkie siostry chłopaka. Karolina trzymała aparat i schowała go za plecami kiedy się obudziliśmy ale i tak to zobaczyłam.
- Co wy tu robicie ? - zapytał już obudzony Dymitr
- My nic - odpowiedziała Sonie z miną niewiniątka - już sobie idziemy - z wielkim uśmiechem na twarzy zaczęła ciągnąć siostry za sobą w głąb korytarza.
- Stop ! - krzyknęłam domyślając się o co chodzi. - wróćcie tu ! - zawołałam za nimi. Niechętnie się zawróciły.
- Powiesz mi o co chodzi ? - zapytał chłopak
- Niech one Ci powiedzą - powiedziałam i położyłam się na łóżku zakrywając oczy ramieniem.
- Wytłumaczycie mi o co tu chodzi - cały czas uważnie się przyglądał siostrom.
- Nic po prostu tak uroczo razem wyglądaliście że postanowiłyśmy zrobić wam zdjęcie - powiedziała Wika a on machnął na nie ręką
- Tylko czemu wydaje mi się to podejrzane ? - zapytał i położył się obok mnie. Wszystkie wybuchły śmiechem wychodząc.
- Która godzina ? - zapytałam
- dziesiąta- powiedział - trzeba już wstać.
~*~*~*~*~
PROSZĘ JEŚLI TO CZYTASZ SKOMENTUJ :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
