piątek, 25 lipca 2014

Info

Jeśli kogoś interesuje mój blog to zapraszam na http://vampireacademyff.blog.onet.pl/ ~Roza

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 7

Ten rozdział dedykuje Gabrieli Parker która skomentowała poprzedni rozdział :)
Wiem że wyszedł krótko ale postaram się poprawić i pisać dłuższe ~Roza
~*~*~*~*~*~
Kiedy zjedliśmy, wyruszyliśmy  w drogę do szkoły. Rodzina Bielikov funkcjonuje w ludzkim trybie dnia, było więc to uciążliwe. 
Kiedy dojechaliśmy, skierowali na na salę gimnastyczną która była ozdobiona. Wszyscy uczniowie już tam byli. Wiktoria poszła ustać przy swojej grupie a nas skierowali do innych strażników. Ustaliśmy koło strażnika Lorenza.
- Witam wszystkich - zaczął dyrektor - wczoraj wydarzyła się tragedia. Strzygi napadły na naszą szkołę straciliśmy kilkoro naszych strażników ale na szczęście nikt z uczniów nie zginał. Bardzo chciałbym podziękować za pomoc strażniczce Hathaway oraz strażnikowi Bielikowowi - po oficjalnym przemówieniu przyszedł czas na rozdanie zvezdy za bitwę. 
Kiedy wszystko się skończyło zabraliśmy Wiktorię i wróciliśmy do domu.kiedy przekroczyliśmy próg domu Olena oznajmiła nam że będzie zorganizowane ognisko. Dymitr został wysłany po drewno a ja ustawiałam stoły z pomocą Wiki.
- Wiesz po co Olena organizuje to ognisko? - zapytałam 
- Dużo ludzi w mieście widziało Dymitra i nie wierzą że on jest znów dhampirem - kiedy skończyłam wyszłam na dwór aby zobaczyć co robi mój chłopak. kiedy do niego podeszłam opowiadał pierwszym gościom jak to się stało że żyje. Wszyscy przybyli to moroje albo dhampiry chociaż tych drugich było zdecydowanie więcej. Wyłapałam w tłumie głowę Aba więc skierowałam się do niego 
- Cześć staruszku - przywitałam się 
- Witaj Rose 
- Kiedy planujesz powrót ? - zapytałam 
- Jeszcze tego nie wiem - odpowiedział i wrócił do przerwanej rozmowy z jakąś starszą morojką. Odeszłam nie chcąc przeszkadzać.
- Rose błagam chodź mi pomóż - przede mną pojawiła się nagle Wiktoria
- Bożę Wiki nie strasz mnie tak, co jest ? - zapytałam 
- Mama wysłała mnie po zakupy ale ja sama nie dam rady tego przynieść a wszyscy są zajęci i nie mogą mi pomóc - jęknęła
- Dobra możemy iść - zgodziłam się 
- Dzięki - uśmiechnęła się z wdzięcznością 
- Nie ma sprawy i tak nie miałam co ze sobą zrobić - ruszyłyśmy w stronę sklepu. 
- Rose powiedz mi jak to jest w Twojej akademii 
- Fajnie nauczyciele wymagający a szkoła jest podobna do Twojej. A coś się stało że pytasz ? - zapytała 
- Nie, nic się nie stało - powiedział ale jednak było coś na rzeczy. Doszłyśmy do sklepu.
- No to co mamy kupić? - zapytałam
- Mamy całą listę - powiedział wyciągając kartkę a5 całą zapisaną.
- Okej sporo tego więc może już się za to zabierzemy - powiedziałam. Po piętnastu minutach wychodziłyśmy ze sklepu całe obładowane siatkami. 
Kiedy byłyśmy już koło domu zaatakowała nas strzyga. Szybko upuściłam siatki i złapałam mój sztylet schowany za paskiem od spodni. Strzyga nie była doświadczona. Szybko udało mi się z nią uporać. Weszłyśmy na podwórko gdzie wszyscy byli 
- Dymitr! - zawołałam mojego chłopaka. Odwrócił się do mnie i musiał zobaczyć coś w mojej twarzy bo od razu do mnie podbiegł. 
- Co się stało ? - zapytał 
- Zaatakowała nas strzyga 
- Dobra trzeba to powiedzieć wszystkim - powiedział do mnie a potem przeszedł na  rosyjski i przekazał wszystkim to co się stało. 
Po półgodzinie wszyscy rozeszli się do domów. Posprzątaliśmy i zmęczeni położyliśmy się do łóżek. Nie mogliśmy jednak odpocząć ponieważ ktoś zaczął się dobijać do drzwi. Zerwaliśmy się i pobiegliśmy na dół. W drzwiach stała Sydney co nas bardzo zaskoczyło.
- Dwór królewski jest zagrożony strzygi planują atak - te słowa były pierwszymi jakie powiedział. 
~*~*~*~*~*~
Wiem że rozdział się do niczego nie nadaje :( PROSZĘ JEŚLI TO CZYTASZ TO SKOMENTUJ wasze komentarze nie tylko motywują, jeśli uważacie że coś jest źle napiszcie to będę to poprawiać. 
Pozdrawiam ~Roza 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 6

Kolejny rozdział :D Życzę miłego czytania :) ~Roza
~*~*~*~*~
Zaczęliśmy truchtem, przyśpieszając. Biegaliśmy po obrzeżach miasta. Kiedy już byliśmy mocno zmęczeni postanowiliśmy poduczyć trochę Wiktorię w walce. Wszystkie moje i Dymitra rady starała się wykorzystywać i przyjmowała na poważnie.
- Musisz starać się żeby przeciwnik nie sprowadził Cię do parteru - powiedział. Kiedy ona się zmęczyła ja z moim chłopakiem zrobiliśmy sobie mały sparing. Zaczęliśmy się okrążać. Zamarkowałam cios prawym sierpowym a prawdziwy cios wyprowadziłam nogą. Lecz Dymitr za dobrze mnie zna i przewidział co planuję. Obroniło go to przed potężnym ciosem w udo. Odwzajemnił cios który sprawił że poleciałam na ziemie, lecz nie pozwoliłam aby przyszpilił mnie do niej i szybko zerwałam się na równe nogi. Wymieniliśmy między sobą serię ciosów. Były one coraz szybsze i częściej zadawane. W pewnym momencie nawet staliśmy prawie że w miejscu i uderzaliśmy w siebie. Ciosy były tak szybkie jak myśli. Gdybyśmy się tak dobrze nie znali już dawno jedno z nas leżało by na ziemi. W pewnym momencie Dymitr złapał mnie od tyłu i unieruchomił. odwróciłam głowę w bok aby zobaczyć jego twarz. Uśmiechał się łobuzersko
- Wygrałem - powiedział i pocałował mnie, kiedy zatraciliśmy się w pocałunku przerwało nam chrząknięcie. Speszeni odskoczyliśmy od siebie. Za naszymi plecami stały wszystkie kobiety z rodziny Bielikov.
- Niezły pokaz daliście - powiedziała Wiktoria tylko nie wiedziałam do której części naszego występu nawiązując. Do walki czy do pocałunku, leczy kiedy poruszyła sugestywnie brwiami już to wiedziałam i się zarumieniłam.
- My idziemy do sklepu a wy - powiedziała Olena wskazując na mnie, Dimkę i Wiktorię macie iść coś zjeść i do łóżek - posłała nam groźne spojrzenie - kiedy wrócę nie chcę was widzieć chodzących po domu tylko w łóżkach - kiedy skończyła mówić skierowaliśmy się do domu. Weszliśmy do kuchni i usiedliśmy na krzesłach
- Co jemy ? - zapytała młoda otwierając lodówkę
- Może jajecznice ? - zaproponowałam zaglądając jej przez ramię. Dimka ustał za mną i tak we trójkę wpatrywaliśmy się w lodówkę.
- Kanapki ? - zaproponował Dymitr
- Mi to obojętne - powiedziałam i usiadłam z powrotem na krześle.
- To zróbmy jajecznice - stwierdziła młoda i zabrała się do roboty
- Pomóc Ci młoda ? - zapytałam
- Nie jestem młoda i nie trzeba mi pomóc umiem zrobi jajecznice
- Ty jej nie dopuszczaj do kuchni bo wszystko spali - Dymitr ostrzegł siostrę a mnie chyba szlak trafił
- Nie wszystko spalam - powiedziałam wkurzona bo kanapek nie da się spalić i to mi dobrze wychodzi
- Tak Roza tylko kanapek nie spalasz - powiedział ale widząc mój zabójczy wzrok już więcej się ze mnie nie nabijał. Podszedł do mojego krzesła, jednym zwinnym ruchem podniósł mnie i posadził na swoich kolanach siadając na moim miejscu. - Nie denerwuj się - powiedział i pocałował mnie. Na początku nie oddałam pocałunku bo byłam nadal na niego wkurzona ale po chwili zmiękłam i oddałam pocałunek.
- Czy wy sobie zdajecie sprawę że w tym pomieszczeniu jest osoba nieletnia i ona nie chce wymiotować bo jesteście aż tak słodcy że robi się mdło ? - Wiktoria mówiąc wytykała nas nożem którym rozbijała jajka. Podnieśliśmy ręce do góry w geście poddania i śmialiśmy z jej miny. Zeszłam z kolan chłopaka ale on złapał mnie za rękę i znów na nich posadził. Wtulił się w moje plecy.
- Dimka jak będę jadła ? - zapytałam z wysoko uniesionymi brwiami
- Normalnie - odpowiedział kiedy Wiki postawiła przed nami na stole 3 talerze z parującymi jajkami.
- Dymitr puść mnie - powiedziałam a on niechętnie ale to zrobił. Usiadłam na jednym z wolnych krzeseł i zabrałam się do jedzenie. Zjedliśmy w ciszy.
- Wiecie o której mamy stawić się w szkole ? - zapytałam kiedy kierowaliśmy się na górę. Odkąd przyjechaliśmy do Rosji straciłam poczucie czasu.
- o dwunastej czyli mamy jakieś jedenaście godzin snu - powiedział Dimka i poszliśmy do pokoju. Kiedy tylko położyłam się do łóżka i przytuliłam do mojego chłopaka zasnęłam głębokim snem. Obudził mnie jakiś hałas. Szybko zerwałam się na równe nogi. Dymitr zrobił to samo. W drzwiach od pokoju stały wszystkie siostry chłopaka. Karolina trzymała aparat i schowała go za plecami kiedy się obudziliśmy ale i tak to zobaczyłam.
- Co wy tu robicie ? - zapytał już obudzony Dymitr
- My nic - odpowiedziała Sonie z miną niewiniątka - już sobie idziemy - z wielkim uśmiechem na twarzy zaczęła ciągnąć siostry za sobą w głąb korytarza.
- Stop ! - krzyknęłam domyślając się o co chodzi. - wróćcie tu ! - zawołałam za nimi. Niechętnie się zawróciły.
- Powiesz mi o co chodzi ? - zapytał chłopak
- Niech one Ci powiedzą - powiedziałam i położyłam się na łóżku zakrywając oczy ramieniem.
- Wytłumaczycie mi o co tu chodzi - cały czas uważnie się przyglądał siostrom.
- Nic po prostu tak uroczo razem wyglądaliście że postanowiłyśmy zrobić wam zdjęcie - powiedziała Wika a on machnął na nie ręką
- Tylko czemu wydaje mi się to podejrzane ? - zapytał i położył się obok mnie. Wszystkie wybuchły śmiechem wychodząc.
- Która godzina ? - zapytałam
- dziesiąta- powiedział - trzeba już wstać.
~*~*~*~*~
PROSZĘ JEŚLI TO CZYTASZ SKOMENTUJ :) 

Rozdział 5

PROSZĘ JEŚLI TO CZYTASZ SKOMENTUJ ! TO DA MNIE BARDZO WAŻNE ABY WIEDZIEĆ CO MYŚLICIE O MOIM OPOWIADANIU ~Roza
~*~*~*~*~*~
Kiedy weszliśmy do domu Olena się przeraziła na naszym wyglądem. Od razu wysłała nas do pokoju aby doprowadzić się do porządku. Dimka puścił mnie pierwszą do łazienki. Kiedy spojrzałam w lustro to aż się przestraszyłam. Włosy które wcześniej miałam rozpuszczone teraz były w totalnym nieładzie. Bluzka na dole miałam rozerwaną a spodnie poplamione krwią. Złapałam z torby spodnie dresowe, zwykłą bluzkę i bluzę. Szybko się umyłam i założyłam rzeczy. Kiedy weszłam do pokoju Dimka tam był i robił na podłodze pompki.
- ile już zrobiłeś ?- zapytałam siadając na łóżku
- sto - powiedział i podniósł się do pozycji siedzącej
- może pobiegamy ? - zaproponowałam. Nie byłam wcale zmęczona po walce. wręcz roznosiła mnie energia.
- okey ale najpierw powinnaś coś zjeść - powiedział i popatrzył się na mnie surowym wzrokiem. Jego wypowiedź brzmiała jak groźba
- a co mi zrobisz jeśli tego nie zrobię ?- zapytałam zaczepnie z uniesioną w górze brwią
- wmuszę w ciebie a Mama mi w tym pomoże już wcześniej kazała Ci powiedzieć że masz zejść i coś zjeść - powiedział ale ja nadal siedziała i nie miałam zamiaru wstać - masz zamiar zjeść czy nie ? - zapytał a ja pokręciłam przecząco głową - sama tego chciałaś - mruknął i podszedł do mnie. Nie miałam bladego pojęcia co zamierza zrobić. schylił się i pocałował mnie w usta. Nim się obejrzałam szybkim ruchem przerzucił mnie sobie przez ramię. Zaczął iść w kierunku schodów
- Dimka puść mnie ! - pisnęłam
- nie - powiedział poważnym głosem ale dało się w nim wyczuć rozbawienie.
- Dymitr natychmiast mnie postaw ! - krzyknęłam
- jak obiecasz że coś zjesz - postawił warunek wchodząc do kuchni ze mną dalej na jego ramieniu
- postaw mnie do cholery ! - powoli traciłam cierpliwość. Do pomieszczenia weszła Olena
- a co tu się dzieje ? - zapytała starając się być poważną ale jej to nie wychodziło i mały uśmiech pojawił się jej na twarzy
- Dimka nie chce mnie puścić - pożaliłam się
- Czemu nie chcesz jej puścić ? - zwróciła się do syna
- bo nie chce nic zjeść a nie jadła prawie nic dzisiaj. Cały dzień na głodzie i jeszcze walczyła - powiedział a ja już widziałam w oczach jego matki że tak łatwo się nie wymigam
- Dymitr postaw ją a ty Rose masz siadać przy stole i zjeść- chłopak postawił mnie a ja próbowałam uciec ale przy nim nie było możliwe i mi się nie udało. Złapał mnie za ramiona i posadziła na krześle.Olena postawiła przede mną talerz z blinami.
- ja mam to wszystko zjeść ?- zapytałam w szoku. Cały talerz był wypełniony
- tak a potem jak zjesz i chwilę odpoczniesz dopiero pójdziemy biegać - powiedział mój ukochany. Razem ze swoją matko usiedli naprzeciwko mnie przy stole. Kiedy zjadłam i odpoczęłam wyszłam przed dom i zaczęłam się rozgrzewać. Z domu wyszła Wiktoria
- Co będziesz robić ? - zapytała
- razem z Dymitrem idziemy biegać - powiedziałam i właśnie on wyszedł do nas
- a mogę się dołączyć ? - zapytała
- jasne jeśli Dimka nie ma nic przeciw - powiedziałam a dziewczyna spojrzała na brata
- chodź młoda zobaczymy jak dobrze biegasz - powiedział z durnym uśmieszkiem
- to poczekajcie chwilę tylko się przebiorę - powiedziała i szybko poszła do domu.

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 4

Tylne drzwi zostały wyważone i stanął w nich nikt inny, jak Abe razem ze swoimi strażnikami, którzy dzierżyli miotacze ognia. Strzygi miały znaczną przewagę, ale ja miałam na nich broń. Zdjęłam wszystkie bariery i duchy przybyły. Gdy którekolwiek z nich dotknęło strzygi, to przechodziło ją zimno. Umarli nie lubią nieumarłych. Strażnicy byli w szoku. Zachowanie strzyg było nietypowe, ponieważ zaczęły walczyć z nieistniejącym przeciwnikiem. Duchy widziałam tylko ja i nieumarłe kreatury. Nie tracąc czasu skoczyłam na pierwszą strzygę. Wiedziałam, że niedługo siły mi się skończą i duchy znikną. Strażnicy jakby się ocknęli i ruszyli na strzygi z kołkami. Strzygi były tak rozproszone, że szybko się ich pozbyliśmy. Nie byli doświadczeni w walce tak jak my, strażnicy. W większości polegali na swojej sile i szybkości. Strażnicy mojego ojca zaczęli spalać strzygi. Mimo zmęczenia zabijałam wszystko, co na mnie wpadło i nie było żywe. Razem z Dymitrem skoczyliśmy z kołkami na Marlena. Nie był on doświadczony w walce, więc łatwo go zabiliśmy. Strzygi jeszcze bardziej się rozproszyły, kiedy zobaczyły, że ich przywódca nie żyje. Próbowały uciekać, ale jedyne wyjścia były obstawione. W tylnych drzwiach stał Abe z miotaczem, a ja i Dimka w głównych. Kiedy było już po wszystkim, całkowicie opadłam z sił. Wszystkie duchy były przy mnie. Nie robiły mi krzywdy, ale były bardzo zainteresowane moją osobą.
- Odejdźcie - ledwo szepnęłam ale stanowczo. Wszystkie bariery powróciły. Duchy zaczęły powoli, jeden po drugim blaknąć. Kiedy już wszystkie zniknęły poczułam, że osuwam się na ziemię. W ostatniej chwili Abe, który stojący obok złapał mnie, a ja zemdlałam. Obudziłam się czując uderzenie w twarz. Zerwałam się na równe nogi, ale zakręciło mi się w głowie, więc usiadłam z powrotem na materacu.
- Co jest?! - krzyknęłam. Osobą, która mnie uderzyła była Wiktoria - Czemu mnie uderzyłaś? - zapytałam.
- Zemdlałaś i nie chciałaś się obudzić - mruknęła. Dymitr podszedł do mnie i pomógł wstać.
- Co się stało? - Chłopak przytulił mnie.
- Zemdlałaś po tym, jak przywołałaś duchy - przyglądał mi się uważnie. Dymitr kilkukrotnie był świadkiem przywoływania przeze mnie duchów.
- Nie co dzień łapie cię, gdy mdlejesz - Abe podszedł do nas.
- Skąd wiedziałeś, co oni tu planują ? - zapytałam zaciekawiona.
- Już wcześniej przewidywałem atak strzyg na tę szkołę i chciałem was ostrzec, ale kiedy tu zajechałem i dowiedziałem się, że pojechaliście, od razu przyjechałem.
- Więc tym się teraz zajmujesz staruszku? - wyszczerzyłam się - ale dzięki tato - powiedziałam i spojrzałam na salę. - Co się stało z tymi wszystkimi ciałami? Mamy jakichś rannych? - zapytałam nie zauważając żadnych śladów po wcześniejszej walce. - Jak długo byłam nieprzytomna?- zapytałam.
- Wszystko zostało posprzątane. Byłaś nieprzytomna zaledwie pół godziny, a ja już całkowicie odchodziłem tu od zmysłów - powiedział Dymitr jeszcze mocniej mnie przytulając. Podszedł do nas dyrektor.
- Chciałbym was prosić, abyście przyjechali do naszej szkoły jutro o 12, jeśli to nie byłby problem - powiedział. - Będą rozdawane znaki molnija i zostaniecie nimi oznaczeni. 
Kiedy skończeniu monologu i usłyszeniu naszej zgody, mężczyzna skierował się do wyjścia z sali.
- Możemy wracać już do domu? - zapytała Wiktoria podchodząc do nas.
- Tak, już jedziemy - Dymitr objął mnie ramieniem. Pożegnaliśmy się z Abem i skierowaliśmy do wyjścia.

Rozdział 3

Rozdział wyszedł trochę krótki za co przepraszam ~Roza
~*~*~*~
W drzwiach od sali gimnastycznej stał Marlen. Był on w tej samej mafii, co Dymitr kiedy był strzygą. Miał ze sobą tylko cztery inne strzygi. Po naszej stronie byliśmy ja, Dymitr, strażnik Lorenz i dzieciaki które aktualnie stoją w rogu sali, ale ich nie brałam nawet pod uwagę. Strzygi miały przewagę. Wyjęłam z kieszeni sztylet i złapałam go mocniej.
- Cóż to za niespodzianka - powiedział Marlen - Dymitr, jak ja Cię dawno nie widziałem - zwrócił się do mojego ukochanego - Rose, Ciebie też miło widzieć. Żywą. - zakpił.
- Jakim cudem ty dowodzisz tą armią ? - zapytałam z jadem w głosie, aby dać nam więcej czasu.
- Jak nasz kochany Dymitr opuścił nas i jak teraz patrzę zmienił się znów w dampira, przejąłem jego miejsce - pochwalił się, a ja z Dimką przeżyliśmy szok, a potem wybuchliśmy śmiechem. Gdyby połknął komara, miałby więcej rozumu w żołądku, niż w głowie - ale koniec tych pogaduszek. Miałem go tylko przebudzić z nadzieją, że on zrobi to tobie, moja droga, a tu niespodzianka, jesteście oboje - powiedział i dał znać swoim kompanom, którzy rzucili się na nas. Zrobiłam wykop z pół obrotu i posłałam pierwszą strzygę na ścianę. Szybko do niej podbiegłam i wbiłam sztylet w serce, nie czekając, aż zacznie walczyć. Widziałam, że Dymitr walczy z dwoma przeciwnikami na raz. Podbiegłam i wbiłam strzydze sztylet w plecy. Zawyła głośno, a Dimka nie czekając wykorzystał jej nieuwagę i ją zakołkował. Nie tracił czasu i szybko zrobił to samo w piersi drugiej strzygi. Strażnik Lorenz także pozbył się już swojego przeciwnika. Marlen cały czas stał i tylko obserwował to, co działo się na sali. Kiedy już miałam zamiar rzucić się mu do gardła zza jego pleców, z korytarza dobiegł nas stukot wielu stóp. Mdłości się nasiliły i już miałam pewność, że to nie wsparcie, tylko kolejni agresorzy. Kiedy wszyscy zaczęli już wbiegać na sale i chcieli się rzucić na nas, tylne drzwi od sali które były zamknięte zostały wyważone i stanął w nich nikt inny jak...

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 2

Lot do Moskwy dłużył mi się niemiłosiernie. Kilka godzin siedzenia w jednym miejscu i nic nie robienia. Większość czasu spałam oparta o ramię Dymitra, który był zamyślony. Wiedziałam o czym myślał, bał się reakcji swoich bliskich. Abe cały czas rozmawiał z kimś przez telefon. 
Kiedy wylądowaliśmy cieszyłam się że mogłam rozprostować kości. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do Bai. Czułam że Dymitr stał się spięty, kiedy byliśmy coraz bliżej jego rodzinnego domu.
- Kocham Cię - szepnęłam i spojrzałam mu w oczy.
- Ja Ciebie też - powiedział i pocałował mnie.
- Nie obściskujcie się tam z tyłu - powiedział Abe próbując wyglądać groźnie ale było widać że go to bawi - bo zaraz ktoś dalszą część drogi przejdzie, a nie przejedzie - powiedział, a potem skupił się na jeździe. Spojrzałam na Dymitra z rozbawieniem, po czym wybuchliśmy śmiechem. Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Abe wysadził nas pod domem Dimki i pojechał załatwiać swoje sprawy. Dymitr zapukał i wtedy poczułam, że jest wyraźnie spięty. Ścisnęłam jego dłoń żeby poczuł, że jestem tu dla niego. Po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich Olena, która znieruchomiała widząc syna, spojrzała w jego oczy i rzuciła mu się w ramiona płacząc.
- Dymitr to naprawdę ty ? - zapytała w szoku.
- Tak, mamo - powiedział. 
Domownicy słysząc jakieś poruszenie przy drzwiach podeszli zobaczyć, co się dzieje. Kiedy zobaczyli Dimkę zareagowali tak samo jak Olena, jedynie Yeva nie pokazała żadnego zaskoczenia. Kiedy emocje opadły wszyscy usiedliśmy w salonie. Dymitr rozmawiał właśnie ze swoją rodziną, a ja zauważyłam jak mały Paul przypatruje się swojemu wujkowi. W końcu podszedł do mojego chłopaka i mocno się przytulił do jego nóg, ponieważ sięgał mu wzrostem ledwo do pasa. Dimka zauważając chłopca, wziął go na ręce i zaczął lekko podrzucać.
- Ale wyrosłeś! - powiedział. Wszystkie kobiety w pomieszczeniu patrzyły na chłopaka.
- Kiedyś będę taki jak ty wujku! - krzyknął malec.
- Na pewno - Dampir postawił chłopca i usiadł obejmując mnie.
- Może ty i Rose pojedziecie po Wiktorię do szkoły, a my zrobimy kolację? - zapytała Olena . 
Dymitr wahał się przez chwilę ale zgodził się. Spojrzałam za okno i zobaczyłam, że jest już noc, czyli morojski dzień. 
- Weźcie mój samochód - powiedziała Sonie trzymając na rękach swoją córeczkę, rzucając kluczyki w kierunku brata.
- To my już pójdziemy - powiedział wstając, a następnie łapiąc mnie za rękę. Wyszliśmy na chłodne powietrze.
- Dymitr - zatrzymałam go - kocham Cię - powiedziałam, po czym uwięźliśmy w rozkosznym pocałunku.
- Ja ciebie też Roza - powiedział i znów mnie pocałował.
- Jedźmy po Wiktorię - zaproponowałam. 
Dimka prowadził, więc po krótkim czasie dojechaliśmy do akademii Wiki. Przy bramie strażnicy sprawdzili, czy nie jesteśmy strzygami i wpuścili nas na teren akademii. Szkoła była bardzo podobna do akademii Św. Władimira. Dymitr poprowadził mnie w stronę, jak się okazało gabinetu dyrektora. Chłopak zapukał i otworzył drzwi.
- Dzień dobry - przywitał się grzecznie Dymitr.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc ? - zapytał moroj siedzący za biurkiem.
- Chciałbym zwolnić z lekcji moją siostrę - powiedział - Wiktorię Bielikov.
- A jak długa będzie jej nieobecność? - zapytał przyglądając jakieś papiery.
- Tydzień lub dwa.
- Dobrze, przekażę nauczycielom.
- Gdzie moglibyśmy ją teraz znaleźć? - zapytałam.
- W sali gimnastycznej - uśmiechnął się. Pożegnaliśmy się i skierowaliśmy nasze kroki w kierunku sali gimnastycznej.
- Pamiętam jak sam się tu uczyłem - powiedział.
- Jakoś nie mogę sobie ciebie wyobrazić jako młodego nowicjusza - mruknęłam, a Dimka wybuchł śmiechem. Nim się obejrzałam byliśmy już na miejscu. Zobaczyłam przed sobą grupkę dzieciaków rozciągających się na matach, trenujących lub rozmawiających z nauczycielem.
- Dzień dobry - odezwał się Dymitr zwracając na siebie uwagę wszystkich. Wiktoria poderwała się na równe nogi i szybko pobiegła przytulić się do brata. Widziałam, że w oczach stanęły jej łzy, ale nie pozwoliła im spaść na policzki. Była tak samo twarda jak jej brat. Nie pokazywała uczuć.
- Dimka, ty żyjesz. - szepnęła.
- Tak, w domu pogadamy - uśmiechnął się życzliwie.
- Strażniku Lorenz. Czy mógłbym zabrać siostrę do domu? - Chłopak zwrócił się do strażnika prowadzącego lekcje.
- Dymitr Bielikov? Co za niespodzianka! - powiedział zdumiony nauczyciel - dawno się nie widzieliśmy. Może pokażesz nam swoje umiejętności? - zapytał z uśmiechem na twarzy i zaprosił mojego chłopaka na środek sali. Dimka zdjął swój płaszcz i podszedł do mężczyzny.
- To były instruktor Dymitra - szepnęła do mnie Wiktoria. 
Walczyli chwilę, aż w końcu mój ukochany powalił instruktora na matę.
- Uczeń przerósł nauczyciela - zaśmiał się, a Dimka mu zawtórował. Chłopak podszedł do mnie i dał mi niespodziewanego całusa. - Kim jest twoja towarzyszka? - zapytał i cały czas miło się uśmiechał.
- To jest moja dziewczyna Rose Hathaway.
- Ta Rose Hathaway? - zapytał jakiś chłopak z sali.
- Co masz na myśli? - byłam ciekawa.
- Główna strażniczka królowej Wasylissy połączona z nią więzią - zaczął wymieniać.
- Tak, to ja - powiedziałam. Nagle poczułam silne mdłości. Wiedziałam co to oznacza. Strzygi. Od razu złapałam za sztylet i spojrzałam na Dymitra, a on wiedział już, o co chodzi. W tym samym momencie odwróciliśmy się do drzwi, a w nich stanął ...

Rozdział 1

Siedziałam razem z Dymitrem w naszym pokoju na dworze królewskim. Już za dwa tygodnie stąd wyjedziemy. Lissa i Christian zdecydowali, że jednak pojadą na ten sam uniwersytet, więc ja z Dymitrem nie będziemy musieli się rozstawać, bo jedziemy tam jako ich strażnicy.
- Dymitr, mam pomysł – powiedziałam nagle i zerwałam się z pozycji leżącej siadając koło niego.
- Rose, nie strasz mnie tak – powiedział także siadając.
- Co powiesz, abyśmy odwiedzili twoją rodzinę w Bai ? – zapytałam i zobaczyłam ból na jego twarzy.
- Roza, oni uważają, że ja nie żyję. Czy to nie będzie dziwne, gdy pojadę tam i stanę w drzwiach. Co oni sobie pomyślą? – zapytał.
- Nie Dymitr, oni na pewno będą się cieszyć, że Cię widzą.
- Ale oni… – zaczął, jednak nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Nie, nie ma żadnego „ale” -powiedziałam. Zamyślił się na chwilę.
- Dobrze – powiedział w końcu – pojedziemy – uśmiechnął się, ale ja widziałam, że ten uśmiech nie dosięgnął jego oczu. Pocałował mnie.
- Idę powiedzieć Lisie i tacie, i mamie, i Hansowi – zaczęłam wymieniać zbierając rzeczy i się ubierając, a Dimka śmiał się ze mnie – Jeszcze tyle rzeczy trzeba załatwić – mruknęłam i podeszłam do swojego chłopaka. Musnęłam go w usta i podeszłam do drzwi.
- Później się zobaczymy – powiedziałam wychodząc.
Najpierw skierowałam się do Lissy. Przy jej pokoju stało czterech strażników. Skinieniem głowy przywitałam się z nimi i zapukałam do pokoju królowej.
- Proszę – odezwała się.
- Cześć Liss – przywitałam się z przyjaciółką siedzącą przy biurku.
- Hej Rose – przytuliła mnie – Co Cię do mnie sprowadza ?
- Słuchaj, chciałam z Dymitrem pojechać do jego rodziny na tydzień, lub trochę dłużej. Oni nie wiedzą, że Dimka znów jest dampirem – powiedziałam.
- Rose, jak chcecie to jedźcie. Nic mi się tu nie stanie. Mam przecież tylu strażników, a tobie przyda się chwila odpoczynku po tym, co było – powiedziała – więc to jest rozkaz. Macie jechać na wakacje – powiedziała, a ja ją przytuliłam i szybko się pożegnałam widząc, że ma dużo pracy.
Drugim punktem na mojej liście było odwiedzenie Hansa. Jak zwykle siedział za biurkiem w swoim gabinecie.
- Rose? Co Cię do mnie sprowadza ?- zapytał siadając wygodnie w swoim fotelu.
- Hans, razem z Dymitrem chcieliśmy wybrać się na urlop – powiedziałam.
- Ok, ale wiesz, że to nie zależy ode mnie. – Lissa się zgodziła, można by rzec, że kazała – wybuchłam śmiechem, tak samo jak Hans.
- Dobrze, jedźcie. A mogę wiedzieć, gdzie się wybieracie ? – zapytał.
- Do Rosji, do rodziny Dymitra – powiedziałam.
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy, a potem pobiegłam szukać moich rodziców. Kiedy przechodziłam przez dziedziniec wpadłam na ukochanego.
- Rose! Właśnie cię szukałem – powiedział i mnie pocałował.
- Chodź, poszukamy moich rodziców – pociągnęłam go w stronę kwater dla strażników. Wpadliśmy do pokoju mojej matki, robiąc przy tym dużo hałasu.
- Rose? Dymitr? Co wy tu robicie? – zapytała siedząc na łóżku i rozmawiając z moim ojcem.
- Dobrze, że jesteście tu oboje – powiedziałam siadając na krześle. Dimka ustał za mną.
- Co się dzieje? – zapytał lekko zdenerwowany Abe.
- Lecimy do Rosji, do Bai – powiedziałam.
- O, to dobrze się składa, bo ja też tam jadę – wtrącił staruszek.
- Po co? – zapytałam zdziwiona.
- Interesy – powiedział krótko – Mam samolot za 3 godziny, więc jeśli się pospieszycie, to się załapiecie.
- Okej – powiedziałam – Za 2 godziny widzimy się w garażu – pożegnałam się z mamą, a następnie pobiegliśmy razem z Dymitrem do pokoju, aby się spakować.

Witam :)

Będę pisać tu moje opowiadanie o Akademii Wampirów :) Będzie to ciąg dalszy cyklu powieści  Richelle Mead. Na początku miałam pisać z moimi przyjaciółkami ale wyszło że sama będę prowadziła tego bloga.  ~Roza