sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 1

Siedziałam razem z Dymitrem w naszym pokoju na dworze królewskim. Już za dwa tygodnie stąd wyjedziemy. Lissa i Christian zdecydowali, że jednak pojadą na ten sam uniwersytet, więc ja z Dymitrem nie będziemy musieli się rozstawać, bo jedziemy tam jako ich strażnicy.
- Dymitr, mam pomysł – powiedziałam nagle i zerwałam się z pozycji leżącej siadając koło niego.
- Rose, nie strasz mnie tak – powiedział także siadając.
- Co powiesz, abyśmy odwiedzili twoją rodzinę w Bai ? – zapytałam i zobaczyłam ból na jego twarzy.
- Roza, oni uważają, że ja nie żyję. Czy to nie będzie dziwne, gdy pojadę tam i stanę w drzwiach. Co oni sobie pomyślą? – zapytał.
- Nie Dymitr, oni na pewno będą się cieszyć, że Cię widzą.
- Ale oni… – zaczął, jednak nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Nie, nie ma żadnego „ale” -powiedziałam. Zamyślił się na chwilę.
- Dobrze – powiedział w końcu – pojedziemy – uśmiechnął się, ale ja widziałam, że ten uśmiech nie dosięgnął jego oczu. Pocałował mnie.
- Idę powiedzieć Lisie i tacie, i mamie, i Hansowi – zaczęłam wymieniać zbierając rzeczy i się ubierając, a Dimka śmiał się ze mnie – Jeszcze tyle rzeczy trzeba załatwić – mruknęłam i podeszłam do swojego chłopaka. Musnęłam go w usta i podeszłam do drzwi.
- Później się zobaczymy – powiedziałam wychodząc.
Najpierw skierowałam się do Lissy. Przy jej pokoju stało czterech strażników. Skinieniem głowy przywitałam się z nimi i zapukałam do pokoju królowej.
- Proszę – odezwała się.
- Cześć Liss – przywitałam się z przyjaciółką siedzącą przy biurku.
- Hej Rose – przytuliła mnie – Co Cię do mnie sprowadza ?
- Słuchaj, chciałam z Dymitrem pojechać do jego rodziny na tydzień, lub trochę dłużej. Oni nie wiedzą, że Dimka znów jest dampirem – powiedziałam.
- Rose, jak chcecie to jedźcie. Nic mi się tu nie stanie. Mam przecież tylu strażników, a tobie przyda się chwila odpoczynku po tym, co było – powiedziała – więc to jest rozkaz. Macie jechać na wakacje – powiedziała, a ja ją przytuliłam i szybko się pożegnałam widząc, że ma dużo pracy.
Drugim punktem na mojej liście było odwiedzenie Hansa. Jak zwykle siedział za biurkiem w swoim gabinecie.
- Rose? Co Cię do mnie sprowadza ?- zapytał siadając wygodnie w swoim fotelu.
- Hans, razem z Dymitrem chcieliśmy wybrać się na urlop – powiedziałam.
- Ok, ale wiesz, że to nie zależy ode mnie. – Lissa się zgodziła, można by rzec, że kazała – wybuchłam śmiechem, tak samo jak Hans.
- Dobrze, jedźcie. A mogę wiedzieć, gdzie się wybieracie ? – zapytał.
- Do Rosji, do rodziny Dymitra – powiedziałam.
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy, a potem pobiegłam szukać moich rodziców. Kiedy przechodziłam przez dziedziniec wpadłam na ukochanego.
- Rose! Właśnie cię szukałem – powiedział i mnie pocałował.
- Chodź, poszukamy moich rodziców – pociągnęłam go w stronę kwater dla strażników. Wpadliśmy do pokoju mojej matki, robiąc przy tym dużo hałasu.
- Rose? Dymitr? Co wy tu robicie? – zapytała siedząc na łóżku i rozmawiając z moim ojcem.
- Dobrze, że jesteście tu oboje – powiedziałam siadając na krześle. Dimka ustał za mną.
- Co się dzieje? – zapytał lekko zdenerwowany Abe.
- Lecimy do Rosji, do Bai – powiedziałam.
- O, to dobrze się składa, bo ja też tam jadę – wtrącił staruszek.
- Po co? – zapytałam zdziwiona.
- Interesy – powiedział krótko – Mam samolot za 3 godziny, więc jeśli się pospieszycie, to się załapiecie.
- Okej – powiedziałam – Za 2 godziny widzimy się w garażu – pożegnałam się z mamą, a następnie pobiegliśmy razem z Dymitrem do pokoju, aby się spakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz