Rozdział wyszedł trochę krótki za co przepraszam ~Roza
~*~*~*~
W drzwiach od sali gimnastycznej stał Marlen. Był on w tej samej mafii, co Dymitr kiedy był strzygą. Miał ze sobą tylko cztery inne strzygi. Po naszej stronie byliśmy ja, Dymitr, strażnik Lorenz i dzieciaki które aktualnie stoją w rogu sali, ale ich nie brałam nawet pod uwagę. Strzygi miały przewagę. Wyjęłam z kieszeni sztylet i złapałam go mocniej.
- Cóż to za niespodzianka - powiedział Marlen - Dymitr, jak ja Cię dawno nie widziałem - zwrócił się do mojego ukochanego - Rose, Ciebie też miło widzieć. Żywą. - zakpił.
- Jakim cudem ty dowodzisz tą armią ? - zapytałam z jadem w głosie, aby dać nam więcej czasu.
- Jak nasz kochany Dymitr opuścił nas i jak teraz patrzę zmienił się znów w dampira, przejąłem jego miejsce - pochwalił się, a ja z Dimką przeżyliśmy szok, a potem wybuchliśmy śmiechem. Gdyby połknął komara, miałby więcej rozumu w żołądku, niż w głowie - ale koniec tych pogaduszek. Miałem go tylko przebudzić z nadzieją, że on zrobi to tobie, moja droga, a tu niespodzianka, jesteście oboje - powiedział i dał znać swoim kompanom, którzy rzucili się na nas. Zrobiłam wykop z pół obrotu i posłałam pierwszą strzygę na ścianę. Szybko do niej podbiegłam i wbiłam sztylet w serce, nie czekając, aż zacznie walczyć. Widziałam, że Dymitr walczy z dwoma przeciwnikami na raz. Podbiegłam i wbiłam strzydze sztylet w plecy. Zawyła głośno, a Dimka nie czekając wykorzystał jej nieuwagę i ją zakołkował. Nie tracił czasu i szybko zrobił to samo w piersi drugiej strzygi. Strażnik Lorenz także pozbył się już swojego przeciwnika. Marlen cały czas stał i tylko obserwował to, co działo się na sali. Kiedy już miałam zamiar rzucić się mu do gardła zza jego pleców, z korytarza dobiegł nas stukot wielu stóp. Mdłości się nasiliły i już miałam pewność, że to nie wsparcie, tylko kolejni agresorzy. Kiedy wszyscy zaczęli już wbiegać na sale i chcieli się rzucić na nas, tylne drzwi od sali które były zamknięte zostały wyważone i stanął w nich nikt inny jak...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz