sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 2

Lot do Moskwy dłużył mi się niemiłosiernie. Kilka godzin siedzenia w jednym miejscu i nic nie robienia. Większość czasu spałam oparta o ramię Dymitra, który był zamyślony. Wiedziałam o czym myślał, bał się reakcji swoich bliskich. Abe cały czas rozmawiał z kimś przez telefon. 
Kiedy wylądowaliśmy cieszyłam się że mogłam rozprostować kości. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do Bai. Czułam że Dymitr stał się spięty, kiedy byliśmy coraz bliżej jego rodzinnego domu.
- Kocham Cię - szepnęłam i spojrzałam mu w oczy.
- Ja Ciebie też - powiedział i pocałował mnie.
- Nie obściskujcie się tam z tyłu - powiedział Abe próbując wyglądać groźnie ale było widać że go to bawi - bo zaraz ktoś dalszą część drogi przejdzie, a nie przejedzie - powiedział, a potem skupił się na jeździe. Spojrzałam na Dymitra z rozbawieniem, po czym wybuchliśmy śmiechem. Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Abe wysadził nas pod domem Dimki i pojechał załatwiać swoje sprawy. Dymitr zapukał i wtedy poczułam, że jest wyraźnie spięty. Ścisnęłam jego dłoń żeby poczuł, że jestem tu dla niego. Po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich Olena, która znieruchomiała widząc syna, spojrzała w jego oczy i rzuciła mu się w ramiona płacząc.
- Dymitr to naprawdę ty ? - zapytała w szoku.
- Tak, mamo - powiedział. 
Domownicy słysząc jakieś poruszenie przy drzwiach podeszli zobaczyć, co się dzieje. Kiedy zobaczyli Dimkę zareagowali tak samo jak Olena, jedynie Yeva nie pokazała żadnego zaskoczenia. Kiedy emocje opadły wszyscy usiedliśmy w salonie. Dymitr rozmawiał właśnie ze swoją rodziną, a ja zauważyłam jak mały Paul przypatruje się swojemu wujkowi. W końcu podszedł do mojego chłopaka i mocno się przytulił do jego nóg, ponieważ sięgał mu wzrostem ledwo do pasa. Dimka zauważając chłopca, wziął go na ręce i zaczął lekko podrzucać.
- Ale wyrosłeś! - powiedział. Wszystkie kobiety w pomieszczeniu patrzyły na chłopaka.
- Kiedyś będę taki jak ty wujku! - krzyknął malec.
- Na pewno - Dampir postawił chłopca i usiadł obejmując mnie.
- Może ty i Rose pojedziecie po Wiktorię do szkoły, a my zrobimy kolację? - zapytała Olena . 
Dymitr wahał się przez chwilę ale zgodził się. Spojrzałam za okno i zobaczyłam, że jest już noc, czyli morojski dzień. 
- Weźcie mój samochód - powiedziała Sonie trzymając na rękach swoją córeczkę, rzucając kluczyki w kierunku brata.
- To my już pójdziemy - powiedział wstając, a następnie łapiąc mnie za rękę. Wyszliśmy na chłodne powietrze.
- Dymitr - zatrzymałam go - kocham Cię - powiedziałam, po czym uwięźliśmy w rozkosznym pocałunku.
- Ja ciebie też Roza - powiedział i znów mnie pocałował.
- Jedźmy po Wiktorię - zaproponowałam. 
Dimka prowadził, więc po krótkim czasie dojechaliśmy do akademii Wiki. Przy bramie strażnicy sprawdzili, czy nie jesteśmy strzygami i wpuścili nas na teren akademii. Szkoła była bardzo podobna do akademii Św. Władimira. Dymitr poprowadził mnie w stronę, jak się okazało gabinetu dyrektora. Chłopak zapukał i otworzył drzwi.
- Dzień dobry - przywitał się grzecznie Dymitr.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc ? - zapytał moroj siedzący za biurkiem.
- Chciałbym zwolnić z lekcji moją siostrę - powiedział - Wiktorię Bielikov.
- A jak długa będzie jej nieobecność? - zapytał przyglądając jakieś papiery.
- Tydzień lub dwa.
- Dobrze, przekażę nauczycielom.
- Gdzie moglibyśmy ją teraz znaleźć? - zapytałam.
- W sali gimnastycznej - uśmiechnął się. Pożegnaliśmy się i skierowaliśmy nasze kroki w kierunku sali gimnastycznej.
- Pamiętam jak sam się tu uczyłem - powiedział.
- Jakoś nie mogę sobie ciebie wyobrazić jako młodego nowicjusza - mruknęłam, a Dimka wybuchł śmiechem. Nim się obejrzałam byliśmy już na miejscu. Zobaczyłam przed sobą grupkę dzieciaków rozciągających się na matach, trenujących lub rozmawiających z nauczycielem.
- Dzień dobry - odezwał się Dymitr zwracając na siebie uwagę wszystkich. Wiktoria poderwała się na równe nogi i szybko pobiegła przytulić się do brata. Widziałam, że w oczach stanęły jej łzy, ale nie pozwoliła im spaść na policzki. Była tak samo twarda jak jej brat. Nie pokazywała uczuć.
- Dimka, ty żyjesz. - szepnęła.
- Tak, w domu pogadamy - uśmiechnął się życzliwie.
- Strażniku Lorenz. Czy mógłbym zabrać siostrę do domu? - Chłopak zwrócił się do strażnika prowadzącego lekcje.
- Dymitr Bielikov? Co za niespodzianka! - powiedział zdumiony nauczyciel - dawno się nie widzieliśmy. Może pokażesz nam swoje umiejętności? - zapytał z uśmiechem na twarzy i zaprosił mojego chłopaka na środek sali. Dimka zdjął swój płaszcz i podszedł do mężczyzny.
- To były instruktor Dymitra - szepnęła do mnie Wiktoria. 
Walczyli chwilę, aż w końcu mój ukochany powalił instruktora na matę.
- Uczeń przerósł nauczyciela - zaśmiał się, a Dimka mu zawtórował. Chłopak podszedł do mnie i dał mi niespodziewanego całusa. - Kim jest twoja towarzyszka? - zapytał i cały czas miło się uśmiechał.
- To jest moja dziewczyna Rose Hathaway.
- Ta Rose Hathaway? - zapytał jakiś chłopak z sali.
- Co masz na myśli? - byłam ciekawa.
- Główna strażniczka królowej Wasylissy połączona z nią więzią - zaczął wymieniać.
- Tak, to ja - powiedziałam. Nagle poczułam silne mdłości. Wiedziałam co to oznacza. Strzygi. Od razu złapałam za sztylet i spojrzałam na Dymitra, a on wiedział już, o co chodzi. W tym samym momencie odwróciliśmy się do drzwi, a w nich stanął ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz