Tylne drzwi zostały wyważone i stanął w nich nikt inny, jak Abe razem ze swoimi strażnikami, którzy dzierżyli miotacze ognia. Strzygi miały znaczną przewagę, ale ja miałam na nich broń. Zdjęłam wszystkie bariery i duchy przybyły. Gdy którekolwiek z nich dotknęło strzygi, to przechodziło ją zimno. Umarli nie lubią nieumarłych. Strażnicy byli w szoku. Zachowanie strzyg było nietypowe, ponieważ zaczęły walczyć z nieistniejącym przeciwnikiem. Duchy widziałam tylko ja i nieumarłe kreatury. Nie tracąc czasu skoczyłam na pierwszą strzygę. Wiedziałam, że niedługo siły mi się skończą i duchy znikną. Strażnicy jakby się ocknęli i ruszyli na strzygi z kołkami. Strzygi były tak rozproszone, że szybko się ich pozbyliśmy. Nie byli doświadczeni w walce tak jak my, strażnicy. W większości polegali na swojej sile i szybkości. Strażnicy mojego ojca zaczęli spalać strzygi. Mimo zmęczenia zabijałam wszystko, co na mnie wpadło i nie było żywe. Razem z Dymitrem skoczyliśmy z kołkami na Marlena. Nie był on doświadczony w walce, więc łatwo go zabiliśmy. Strzygi jeszcze bardziej się rozproszyły, kiedy zobaczyły, że ich przywódca nie żyje. Próbowały uciekać, ale jedyne wyjścia były obstawione. W tylnych drzwiach stał Abe z miotaczem, a ja i Dimka w głównych. Kiedy było już po wszystkim, całkowicie opadłam z sił. Wszystkie duchy były przy mnie. Nie robiły mi krzywdy, ale były bardzo zainteresowane moją osobą.
- Odejdźcie - ledwo szepnęłam ale stanowczo. Wszystkie bariery powróciły. Duchy zaczęły powoli, jeden po drugim blaknąć. Kiedy już wszystkie zniknęły poczułam, że osuwam się na ziemię. W ostatniej chwili Abe, który stojący obok złapał mnie, a ja zemdlałam. Obudziłam się czując uderzenie w twarz. Zerwałam się na równe nogi, ale zakręciło mi się w głowie, więc usiadłam z powrotem na materacu.
- Co jest?! - krzyknęłam. Osobą, która mnie uderzyła była Wiktoria - Czemu mnie uderzyłaś? - zapytałam.
- Zemdlałaś i nie chciałaś się obudzić - mruknęła. Dymitr podszedł do mnie i pomógł wstać.
- Co się stało? - Chłopak przytulił mnie.
- Zemdlałaś po tym, jak przywołałaś duchy - przyglądał mi się uważnie. Dymitr kilkukrotnie był świadkiem przywoływania przeze mnie duchów.
- Nie co dzień łapie cię, gdy mdlejesz - Abe podszedł do nas.
- Skąd wiedziałeś, co oni tu planują ? - zapytałam zaciekawiona.
- Już wcześniej przewidywałem atak strzyg na tę szkołę i chciałem was ostrzec, ale kiedy tu zajechałem i dowiedziałem się, że pojechaliście, od razu przyjechałem.
- Więc tym się teraz zajmujesz staruszku? - wyszczerzyłam się - ale dzięki tato - powiedziałam i spojrzałam na salę. - Co się stało z tymi wszystkimi ciałami? Mamy jakichś rannych? - zapytałam nie zauważając żadnych śladów po wcześniejszej walce. - Jak długo byłam nieprzytomna?- zapytałam.
- Wszystko zostało posprzątane. Byłaś nieprzytomna zaledwie pół godziny, a ja już całkowicie odchodziłem tu od zmysłów - powiedział Dymitr jeszcze mocniej mnie przytulając. Podszedł do nas dyrektor.
- Chciałbym was prosić, abyście przyjechali do naszej szkoły jutro o 12, jeśli to nie byłby problem - powiedział. - Będą rozdawane znaki molnija i zostaniecie nimi oznaczeni.
Kiedy skończeniu monologu i usłyszeniu naszej zgody, mężczyzna skierował się do wyjścia z sali.
- Możemy wracać już do domu? - zapytała Wiktoria podchodząc do nas.
- Tak, już jedziemy - Dymitr objął mnie ramieniem. Pożegnaliśmy się z Abem i skierowaliśmy do wyjścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz